poniedziałek, 14 grudnia 2015

O wojnie widzianej oczyma kobiety...



 "Kobieca" wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze    straszniejsze... 
Wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie: "Dlaczego tak jest?". Dlaczego kobiety wywalczyły i obroniły swoje własne miejsce w świecie, dawniej wyłącznie męskim, a nie potrafiły obronić własnej historii? Swoich własnych słów i uczuć? Nie uwierzyły samym sobie. Przed nami ukryty jest cały świat. Ich wojna pozostała nieznana...

(S. Aleksijewicz)


To nie jest książka o wojnie, rozumianej w tradycyjny sposób. Nie znajdziecie tu niczego na temat bitew, ruchu wojsk, czy posunięć dowódców. Tu nikt nie jest wygrany. Nikt nie jest naprawdę zwycięzcą.
Noblistka pisze, że historia rodzi się w duszach. Historia jest uczuciem, a jej badanie to wchodzenie do wnętrza dusz i serc, przedzieranie się przez łzy, krzyk, najgłębsze tajemnice, najmroczniejszy lęk.
W “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Aleksijewicz bada historię, biorąc pod uwagę wyłącznie prawdy, mówione jej przez kobiety. Prawdy nagie, często odrażające, do których szalenie trudno dotrzeć, gdy rozmawia się z kobietą “rosyjsko-radziecką”, zastraszoną, zniewoloną w całej swej istocie, przekonanej, że prawda jest niebezpieczna.
Książka Aleksijewicz była gotowa już na początku lat 80-tych, ale cenzura stale blokowała jej wydanie. Powodem, dla którego “Wojna...” nie mogła się ukazać było przede wszystkim to, że bezpowrotnie pogrzebała etos kobiety-zwycieżczyni. Kobiety-bohaterki. Niezłomnej, nieskalanej, silnej i czystej. Etos, jakim karmiła się cała Rosja.
Noblistka pokazała tu kobietę, która na wieść, iż trzeba walczyć o Matkę Rosję nie waha się ani chwili, by sięgać po karabin. Mamy tu wspomnienia kobiet, które były gotowe na absolutnie wszystko, by pójść w ogień walki, na pierwszą linię frontu, i to nie w charakterze, kucharek czy łączniczek, ale z karabinem. Uciekały z domów, oszukiwały, podszywały się pod kogoś innego, by tylko stanąć do walki na równi z mężczyznami. A gdy im się to udało, błyskawicznie stawały się kobietami odartymi z wszelkich złudzeń. Skrzywdzonymi tak, jak żadne słowo opisać nie jest w stanie, pozbawionymi godności, odczłowieczonymi. 
Gdy udaje się Noblistce skłonić kobietę rosyjsko-radziecką do prawdziwych, najgłębszych zwierzeń, staje się ona taka, jak każda jedna kobieta na świecie. Wojna, której obraz wyłania się spod pióra Aleksijewicz, to wojna bez podziału na wrogów i przyjaciół, na zwycięzców i zwyciężonych. To jest przede wszystkim wojna człowieka z jego własnym “ja”. Wojna o to, jak zachować odrobinę godności i dumy w skrajnych warunkach, gdy świat utkany jest wyłącznie z bólu i krwi. Wojna z własną rozpaczą, lękiem, wstydem.
Wojna, która z kobiecością nie ma nic wspólnego.

Kiedyś wspominałam, że nie potrafię pisać o książkach, które prawdziwie mną wstrząsnęły. “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” jest właśnie taką książką. To nie tylko zbiór reportaży, ale zmaterializowana, szalenie trudna prawda, z którą zmierzyć się powinien każdy, bo jego właśnie ona dotyczy. Jak inne wyda nam się wówczas nasze codzienne życie. Jak miałkie wszystkie problemy.
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że to bodaj najstraszniejsza rzecz o wojnie, jaką czytałam, bo nie pozostawia cienia złudzeń. Poza tym, po raz pierwszy mogłam się zetknąć z relacjami wyłącznie kobiet, i wierzcie mi – wojna przedstawiana z tej perspektywy, niemal wyzbytej męskiego pierwiastka, również jest inna. Mężczyźni zwykle schodzą w swoich opowieściach na tematy nieco mniej dotkliwe: jak było, a jak być mogło, ile broni, jakie szanse. Przedstawienie wojny w ten sposób, prędzej czy później przekształci kwestie jednostki w kwestie grupy lub masy.
Kobieta natomiast patrzy wyłącznie przez swój pryzmat. Sprowokowana do zwierzeń, wyrzuci z serca najtrudniejszą, najbardziej osobistą prawdę i nie ubierze jej w przemyślane słowa. Bo w takiej chwili kobieta nie ma czasu na myśl. Jest tylko jednym, wielkim uczuciem. Takim, które jak nic innego tworzy historię.

Moja ocena: 6/6

1 komentarz :

  1. Pomimo wielu wartosci jakie przedstawia ta ksiazka, ja jej unikam, podobnie jak pozostalych ksiazek noblistki.
    Unikam bo one w sercu zostawiaja czarna dziure i strach co wojna robi z czlowiekiem. Straszne rzeczy. Przygnebiajace. /Ula

    OdpowiedzUsuń