niedziela, 27 grudnia 2015

"Sweetland", czyli dlaczego nie zamknęłam bloga.

Od końca października dojrzewał we mnie pomysł, by zamknąć blog. Tuż przed świętami byłam bezdyskusyjnie zdecydowana: zamykam z ostatnim grudnia. Zrobię ładne podsumowanie, wytypuję Książkę Roku, pożegnam się z Wami i zakończę pisaninę zarówno tutaj, na blogspocie, jak i na FB. 
Parę tygodni temu stało się bowiem oczywiste, że przestałam mieć czas na pisanie. A nawet, jeśli nim dysponowałam, to byłam jednocześnie tak zmęczona, że ułożenie choćby kilku sensownych zdań stawało się przedziwnie trudne. 
Czas na czytanie znajduję zawsze. On musi się znaleźć tak, jak czas na jedzenie, sen czy oddychanie. Ale miałam wrażenie, że przelewanie wrażeń na stronę od jakiegoś czasu wręcz balansuje na granicy moich możliwości.
Niemniej jednak, w noc wigilijną nieodwołalna decyzja została zachwiana, potem solidnie rozkołysana, wreszcie strącona ze swych, jakże mocnych, fundamentów. Stało się tak za sprawą powieści “Sweetland”, trzeciej książki wydawnictwa Wiatr od Morza, jaka znalazła się w moich rękach. Trzeciej świetnej, wciągającej bez reszty, o niezapomnianym klimacie.
Jakże bowiem można przeczytać rzecz tak kapitalną i nie podzielić się nią z innymi? Jak można zachować taki tekst samolubnie dla siebie?
Wracam zatem, by opowiedzieć Wam o maleńkiej wyspie Sweetland, leżącej niedaleko wybrzeży Nowej Fundlandii i jej starym, tajemniczym mieszkańcu.

Po tym, jak na wyspiarzy zostają nałożone restrykcyjne ograniczenia w kwestii połowów dorsza, ludziom powodzi się coraz gorzej. Młodzi wyjeżdżają do pracy na stały ląd, starsi ledwo wiążą koniec z końcem. Osada podupada, nędza wygląda z każdego kąta i dlatego też mieszkańcy Sweetland z wielką ulgą witają świetną propozycję rządu: za opuszczenie osady otrzymają wysoką rekompensatę, która wystarczy im na godne rozpoczęcie nowego życia na stałym lądzie. Warunek jest jeden: pieniądze dostaną albo wszyscy, albo nikt. Jeśli choć jedna osoba nie zgodzi się na opuszczenie wyspy, rząd wstrzyma dotację dla wszystkich mieszkańców.
Dlatego też, gdy stary Moses (którego nazwisko brzmi tak samo jak nazwa wyspy) kategorycznie i uporczywie odmawia pieniędzy i przeprowadzki – gniew sąsiadów zaczyna narastać. Sweetland sam nie wie, dlaczego tak bardzo nie chce opuszczać osady. Uczucia, które nim władają, są – nawet dla niego – całkowicie nieokreślone i niezdefiniowane. Wie jedno: nie wyjedzie, choć to decyzja brzemienna w skutkach dla każdego, kogo zna. Powodująca, że odwracają się od niego nawet najbliżsi.
Do domu Sweetlanda podrzucane są anonimy, on sam napotyka makabrycznie preparowane zwłoki zwierząt, a atmosfera wokół niego zaczyna się mocno zagęszczać. Ze skąpych rozmów, jakie stary człowiek odbywa z sąsiadami zaczyna wyłaniać się coraz mroczniejszy obraz jego przeszłości. Jest jednak ktoś, komu decyzja Sweetlanda bardzo odpowiada. Ten ktoś twierdzi, iż rozmawia z pewnym duchem, a rozmowa ta zdaje się sprawiać, że Sweetland podejmuje decyzję ostateczną, tragiczną w skutkach, przedziwną i powodującą, że od połowy powieści będziemy śledzić akcję z zapartym tchem.
Sweetland” to kolejna powieść, w której można się zatracić. Kolejna, która dowodzi, że czytanie o wyspach, morzu, walce z potęgą przyrody jest czymś fascynującym. Do moralności wyspiarzy nie można przykładać naszej miary, bo to ludzie, dla których życie jest codzienną walką. Nie ma tu czasu na analizy, długotrwałe podejmowanie decyzji i rozstrząsanie motywów. Lepiej jest wiele rzeczy przemilczeć, zdławić w sobie niż wdawać się w jałowe dysputy. 

Historia surowego, nieco tajemniczego Sweetlanda jest tym samym historią o życiu w gromadzie. O uzależnieniu człowieka od człowieka. Sweetland to wielka indywidualność, a ponadto introwertyk, samotnik z wyboru. Czy ktoś taki poradzi sobie, gdy przyjdzie mu bytować całkowicie na marginesie społeczności? Do czego jest zdolny ludzki umysł, gdy zawładnie nim najprawdziwsza, głęboka, totalna samotność?


Jeżeli nie znacie książek Crummeya czy Zentnera, wydawanych przez Wiatr od Morza, to szczerze Was do nich zachęcam. Zachęta ta jest wynikiem wyłącznie moich wrażeń, nie zaś efektem reklamy. Tej, jak wiecie, na tym blogu się nie uskutecznia.
Crummey i Zentner stawiają bardzo nietypowe, niecodzienne pytania. Ich książki każą myśleć, pozwalają wkroczyć w świat, o którego realiach nie mamy pojęcia.
Przede mną "Dostatek", z którego przeczytaniem zwlekałam już stanowczo za długo. Kilkanaście stron przeczytanych w samochodzie upewniło mnie, że to będzie kolejna zaskakująca lektura.
Człowiek znaleziony w brzuchu wieloryba, zamknięta, hermetyczna, wyspiarska społeczność... Długa noc przede mną. I dziwna pewność, że blog nieprędko zostanie zamknięty.


8 komentarzy :

  1. Ostatnio tu, ale i gdzie indziej nie zaglądałam...z braku czasu, ale to się zmieni więc cieszy mnie Twoja decyzja.
    O "Sweetland" już czytałam i innych książkach wydanych prze Wiatr od Morza. Twoja opinia mnie do niej przekonała juz całkowicie.

    Do Siego Roku Aniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale masz kolekcję z Wiatru od morza... Zazdrość mnie ogarnia, bo w mojej bibliotece jest tylko "Dostatek"

    OdpowiedzUsuń
  3. Powyżej to ja,Monia Frania

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za życzenia, Kochane Moje Zaczytanie!
    Wiatr od Morza ma dobre, ciekawe książki, na wysokim poziomie, dające do myślenia. Szkoda tylko, że nie są wydawane w formie elektronicznej, od której jestem niemal uzależniona.
    Stąd, Droga Moniu, moja papierowa kolekcja ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze jedno: szczególnie polecam Wam "Dotyk" Zentnera i "Sweetland" Crummeya. "Dostatku" jeszcze nie znam, a "Pobojowisko" jest bardzo przytłaczające, choc warte uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam "Dotyk". Przeczytałam "Dostatek" i "Pobojowisko". Przede mną "Sweetland", ale w tzw. międzyczasie łyknęłam "Księgę Diny", "Stulecie" i "Te chwile" Herbjørg Wassmo. I Zentner i Crummey napisali fascynujące powieści, ale polecam też gorąco Wassmo. Książki w klimacie podobne, mnie zachwyciły.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piszesz cudownie!!!! Nie zamykaj bloga!!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. "Księgę Diny" znam i rzeczywiście jest fascynująca.
    Co do bloga - dziękuję bardzo za słowa uznania. Znów czytam dwie książki, którymi będę musiała się z Wami podzielić. Nie jest jednak lekko z tym zamknięciem... ;) ;)

    OdpowiedzUsuń