sobota, 9 stycznia 2016

"Brzechwa nie dla dzieci".

Czy można - jako Żyd - przeżyć okupację, będąc tak obłędnie zakochanym, że się owej okupacji nie zauważy? Wyjść z gestapowskiej siedziby i śledztwa nieskalanym jak pierwiosnek, a potem wrócić do niej, bo się zostawiło... torcik?
Pogubić na warszawskich ulicach konie i łapać je z pomocą przechodniów? Sprzedać amerykańskiej spółce siedzibę kabaretu za horrendalną sumę i uczynić to w ramach... dowcipu?
Można, o ile jest się twórcą "Kaczki Dziwaczki".
Ponieważ wróciłam do pracy, nie jestem już w stanie czytać ciurkiem, zwinięta przez wiele godzin w chińskie "u", w pokoju ze skręconym kaloryferem, tak jak czytałam "Tuwima...". Niemniej jednak zapewniam, że i ta lektura jest kapitalna, a oderwać się trudno.
Po raz kolejny najmocniej zainteresowały mnie fragmenty związane z osobowością poety, jego wyborami, zainteresowaniami, słabostkami i życiem codziennym. Ani w szkole, ani na studiach, gdy wśród tysiąca wertowanych książek stale brakuje czasu na głębsze czytanie, nie dowiemy się, że Brzechwa był zapalonym karciarzem, wielkim elegantem czy miłośnikiem kobiet. Że cechowało go prawdziwe ciepło, niewyczerpana życzliwość, wyrozumiałość i poczucie humoru. Nawet jeśli wiadome nam będzie, że zasłynął jako świetny prawnik, to raczej nie poznamy tematów rozpraw, które prowadził, albo - w których sam był oskarżonym. Nie poczytamy o jego kompleksach, relacjach rodzinnych i towarzyskich.
We wszystkich trzech biografiach (Waldorffa, Tuwima, Brzechwy) najciekawsze jest jednak to, jak artyści starali się odnaleźć w komunistycznej rzeczywistości. Ich ścieżki, ich utwory, zajmowane stanowiska i wygłoszone deklaracje bywają niezmiernie zaskakujące, a możliwość prześledzenia motywów, kierujących twórcami jest bodaj najmocniejszą stroną książek Mariusza Urbanka. Równie emocjonujące jest czytanie listów i utworów, które poeci przesyłali sobie wzajemnie w ramach dyskusji politycznych czy trendów panujących w sztuce: emigranci kontra Polacy mieszkający w kraju, poeci-tradycjonaliści a przedstawiciele nowych nurtów.
Jestem również pod wrażeniem niepodważalnego obiektywizmu, a jednocześnie ciepła, z jakim autor portretuje swoich "bohaterów". Każdy akapit tych biografii nacechowany jest prawdziwym zrozumieniem, które udziela się czytelnikowi. W wielu momentach można się po prostu wzruszyć.
I za te wzruszenia po raz kolejny bardzo dziękuję.

1 komentarz :

  1. O, chyba najwyższa pora poznać nieco bardziej autora niż własnie popularnych bajek.

    P.S widzę, że kociak uwielbia czytać!;)

    Pozdrawiam,
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń