czwartek, 7 stycznia 2016

Dostatek - między jawą a snem

Gdy pewna służąca odrzuca oświadczyny swego chlebodawcy, nawet przez myśl jej nie przejdzie, że stanie się to zarzewiem konfliktu, który obejmie sześć pokoleń dwóch rodzin. Mieszkańcy zapomnianej przez cały świat nowofundlandzkiej osady walczą odtąd nie tylko z surową przyrodą, która wyznacza rytm ich życia, ale też z sobą nawzajem. Pasmo krwawej zemsty, klątw, złorzeczeń i niespełnionych miłości zdaje się nie mieć końca. Magia wyłania się z każdego zakątka osady, po wybrzeżu krąży duch, a w areszcie siedzi tajemniczy, niemy, śnieżnoskóry mężczyzna, wydobyty z brzucha potężnego wieloryba.
"Dostatek" to piękna, mroczna powieść o pierwotnych wartościach, o życiu gromady, która bezustannie musi walczyć: z zabobonami, ze sobą, z przyrodą, nieudanymi połowami, głodem, nędzą i własnymi demonami.
To tekst dla czytelników cierpliwych, których wyobraźnia lubi przedzierać się przez wichry, mroki, tajemnice i dążyć ku pełgającym w oddali światełkom naftowych lamp. Powieść, która dowodzi, że człowiek nigdy nie jest w stanie sam o sobie decydować i - wbrew wszelkim staraniom - pogrążony jest w wiecznym niedostatku. Niedostatku miłości i poczucia bezpieczeństwa.
Bohaterem jest społeczność, chociaż na jej tle dominuje kilka ciekawych postaci. Są nimi przede wszystkim dwie kobiety: Wdowa po Devinie i jej wnuczka - Mary Tryphena. Obie zdolne są zarówno do nadludzkiej wręcz szlachetności, jak i okrucieństwa. Parają się ludową medycyną, magią, i pojawiają wszędzie tam, gdzie są najbardziej potrzebne oraz... najmocniej znienawidzone.
Postacią, która nie wypowiada ani jednego słowa, a jednocześnie staje się pretekstem do snucia tej przedziwnej opowieści jest Juda - schorowany albinos, podziwiany i przeklinany, wydobyty z wielorybich wnętrzności.
Czytając tę powieść miałam wrażenie, że na początku charaktery szkicowane są bardzo wyraziście i kontrastowo. Jednak z biegiem powieściowych lat obraz ludzi stawał się coraz bardziej mglisty, myliły się postacie, wydarzenia, genealogie. Zastanawiałam się, czy nie jest to celowy zabieg autora, który pragnie nam udowodnić, że owszem - możemy dbać o własną indywidualność, ale w gruncie rzeczy jesteśmy tak bardzo do siebie podobni, podporządkowani tym samym prawom: przyrodzie, tradycji, wymaganiom gromady. Naturalizm i realizm magiczny przeplatają się tutaj bezustannie, jakby Crummey mówił: jesteś cząstką przyrody i tworzysz z innymi ludźmi jeden organizm, którym ta przyroda niepodzielnie włada. Nieważne, czy ci się to podoba, czy nie. Masz oparcie w wierze lub zabobonach, tradycji i odwiecznych zasadach, bo bez tego zginąłbyś marnie, oszalał w głodzie, mrocznym klimacie i z braku miłości.
"Dostatek" to kolejna powieść Crummeya dowodząca, że jesteśmy tylko pionkami, maleńkimi cząsteczkami, które bez akceptacji i miłości nie mogą same siebie odnaleźć. To powieść smutna, przygnębiająca, nie pozostawiająca nadziei. Stawiając nam za przykład Sweetlanda i bohaterów "Dostatku" Crummey mówi, że wycofanie się w głęboki i niedostępny innym świat własnej duszy wcale nas nie uratuje. Jedynie przedłuży konanie. Bo do życia jest nam potrzebna społeczność i jej twarde zasady. Będziemy do niej wracać nawet, gdy nasze ciało będzie zniszczone, dusza porwana na strzępy i niezdolna do dalszej egzystencji. Będziemy wracać za wszelką cenę.

0 komentarze :

Prześlij komentarz