niedziela, 24 stycznia 2016

“Mężczyzna ze Stumilowego Lasu” - surrealistyczna opowieść o wolności.

Opowieść o fragmencie życia Christophera Milne, syna Alana Aleksandra, niekoniecznie musi się podobać. To powieść przedziwna, oniryczna, surrealistyczna, gdzie granica między światem realnym a nadzmysłowym jest zupełnie niewidoczna.
Na pewno nie jest to opowieść biograficzna w dosłownym tych słów znaczeniu. Próżno też szukać w niej owych sensacyjnych elementów, jakimi karmi nas oficjalna recenzja. Nie, twórca Kubusia Puchatka NIE maltretował swego dziecka, choć z pewnością sprawił, że dorosły Krzysztof ma do niego olbrzymi żal.
Dlaczego? Ponieważ pisarz traktował swego synka jak materiał, jak przedmiot, pretekst do snucia opowieści, nie zaś jak dziecko z krwi i kości. Dziecko odbiegające od ideału, mające problemy. Dziecko bardzo “nie-Krzysiowe”. W rezultacie Alan Aleksander zdaje się większym uczuciem darzyć pluszowe zabawki niż Christophera.
Jako dorosły mężczyzna Krzyś prowadzi księgarnię I wychowuje wraz z żoną autystycznego synka. Pilnie baczy, aby na księgarnianych półkach nie znalazło się więcej niż 2-3 książki ojca. Ma wrażenie, że Kubuś Puchatek ukształtował i niepodzielnie opanował jego świat. Chce się wyzwolić. Jednocześnie, zdaje się podświadomie wciąż poszukiwać dróg, które pozwoliłyby mu zrozumieć sławnego tatę, pokochać go po jego śmierci, jakoś usprawiedliwić. Nie może się pogodzić ze sprzedażą domu ojca, wzrusza się nad przedmiotami, które po sobie pozostawił.
Dlatego też, gdy otrzymuje enigmatyczny list od nieznanego Gerarda, Francuza, namawiający go do odwiedzenia Paryża i porozmawiania o ojcu – nie waha się ani chwili. Na jego decyzję ma również wpływ fakt, że oto w roku 1961 znajduje plakat z Kubusiem Puchatkiem, pochodzący z – uwaga !!! - Francji roku 1968. Z czasów wielkiej, obyczajowej, rewolucji. I nie jest to jedyna, przedziwna, nadnaturalna rzecz, jaką może zaobserwować w swoim najbliższym otoczeniu. Oto bowiem dokarmiany przez niego kot staje się maskotką, hodowana przez synka nornica również zamienia się w zabawkę, a naukowy raport o seksualności zaczyna przypominać papierek po cukierku.
Drugim ważnym bohaterem powieści jest Gerard, student, który nie potrafi oddzielić jawy od snu. Nie wie, czy nie jest aby tak, że to my śnimy się jakiejś innej istocie. Nie jest pewien, czy samodzielnie nie możemy kształtować dróg, jakimi biegną nasze senne marzenia. Krzyś ze Stumilowego Lasu jest mu potrzebny do przeżycia przygody. Do wytyczenia nowych ścieżek dla śnienia...
Gdy Chrisopher przyjedzie do Paryża będzie walczył wraz ze zbuntowanymi studentami, będzie kuszony przez wyzwolone Francuzki, a po ulicach zalanych krwią, pomiędzy barykadami, poprowadzi na smyczy ogromnego, oswojonego niedźwiedzia.
Sen, filozofia, historia będą się tu przeplatać na każdym kroku. Nie będziemy wiedzieć, co jest jawą, co marzeniem sennym, co faktem, a co wyobrażeniem.
Będziemy się irytować, a jednocześnie niezwykła atmosfera książki będzie nas do niej przykuwać i nie pozwoli nam jej odłożyć. Nie będzie nam się podobało, ale będziemy czytać.
Zastanawiałam się, o czym właściwie jest ta powieść. Jaki jest jej cel? Sens?
Doszłam do wniosku, że najprawdopodobniej jest to rzecz o naszej wewnętrznej wolności. Krzysztof próbuje się uwolnić od wspomnień z dzieciństwa i uważa, że odnalazł spokój w uregulowanym świecie, podporządkowanym autyzmowi syna. Okazuje się jednak, że ów porządek, ład i regularność też go... zniewoliła. Całkowicie wolny staje się wtedy, gdy – bardzo niechętnie – powraca do pielęgnowania swego wewnętrznego dziecka. Gdy godzi się z tym, że tak naprawdę JEST Krzysiem ze Stumilowego Lasu i gdy gra z żoną i synkiem w misie-patysie. Jakby od dziecka, istniejącego w nas samych, nie było ucieczki. Jakby prawdziwą wolność gwarantowało pogodzenie się z nim.
Natalie, “wyzwolona” Francuzka dochodzi do wniosku, że ugrzęzła w owym “wyzwalaniu” jak w więzieniu. Udział w buncie, rzucanie brukową kostka i szablonowymi hasłami, niczego jej nie przyniósł. Bunt lewicy zamienił się w bunt prawicy, rewolucja pożarła własny ogon, a ona została z pustką wokół siebie. Bez kogokolwiek bliskiego, komu by na niej zależało.
Zniewolony ideami, skrajnie zmęczony Gerard odnajduje spokój, gdy...
Ale nie będę zdradzać Wam wszystkiego. Moja interpretacja jest bardzo luźna, bo tej surrealistycznej powieści nie sposób jednoznacznie zinterpretować. Pozostawia olbrzymie pole do rozmyślań i snucia skomplikowanych wniosków.
Wobraźcie sobie Brunona Schulza osadzonego w Paryżu, w zadymionej kawiarni, na tle wielkiej historii. Będziecie mieli wtedy mgliste pojęcie o klimacie “Mężczyzny ze Stumilowego Lasu”. Jeśli Wam on odpowiada, jeśli lubicie, by nad kartami książek paliły się zwoje mózgowe – czytajcie. Polecam serdecznie.

1 komentarz :

  1. Wydaje się dość interesującą książką, muszę przyznać też, że pierwszy raz o niej słyszę. Myślę, że odrobinie wolnej chwili się na nią skuszę. ;)

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń