niedziela, 3 stycznia 2016

"Tuwim..." - zagadki Wylęknionego Bluźniercy.

Przeczytałam "Tuwima..." w trakcie zaledwie dwóch spotkań z książką: wczoraj i dziś. Zmarzłam na kość, zgłodniałam, kręgosłup mi zesztywniał, ale nie odłożyłam książki dopóty, dopóki nie natknęłam się na końcową "Bibliografię". I wiem, że do pisania bloga spokojnie mogę wrócić dopiero za rok, bo Książkę Roku 2016 mam już wytypowaną. Emotikon wink
Biografia Tuwima oszałamia i zaskakuje jak najświetniejsza powieść. Czyta się ją bez tchu, a zwroty akcji - będące zwrotami w światopoglądzie poety - zadziwiają i pochłaniają uwagę bez reszty.
Nie ma tu może tak urokliwej i kojącej atmosfery jak w "Waldorffie. Ostatnim baronie peerelu", ale za to nie sposób oderwać myśli od postaci bohatera: przedziwnego, fascynującego, którego motywy bywają nieodgadnione, zastanawiające i tak bardzo zmuszające do przemyśleń, przeanalizowania tego, co się dotąd przeczytało oraz do pogodzenia się... z niewygodnymi faktami i z nieakceptowalnymi - na pierwszy rzut oka - wyborami.
To Tuwim, jakiego nie poznamy w szkole, ani na uniwersyteckich wykładach. Więcej o poecie powiedział mi dziś krótki wywiad z jego adoptowaną córką Ewą, zamieszczony na końcu biografii, niż lata odświeżania sobie podręczników czy notatek. Książka Mariusza Urbanka z jednej strony funduje nam mnóstwo emocji, z drugiej - zmusza do wyciszenia. Bo te emocje trzeba jakoś poukładać. Jeśli cenimy Tuwima (a jakże go nie cenić?) to musimy dojść do ładu z tym, czego się o nim dowiadujemy. Jakoś go zrozumieć. Dotrzeć do sedna tego, co nim kierowało. Sama biografia tu nie wystarczy. Kilkanaście stron wywiadu z Ewą sprawia, że pewne kawałki układanki znajdują swoje miejsce, ale... wzór na nich jest tak rozmyty, że właściwie wciąż do końca nie wiemy: to jest ten prawdziwy obraz, czy może jednak nie?
I zaczynamy fascynować się Tuwimem bardziej niż przed sięgnięciem po książkę. Bo kogo kocha się najmocniej? Kogoś, kto zmusza nas bezustannej pracy umysłowej i emocjonalnej. Kogoś, kto stawia przed nami jakieś światopoglądowe wyzwanie. Tuwim okazuje się być w tej kwestii niedościgniony.
Urbanek robi z czytelnikiem coś, za co najgłębiej szanuję pewnych twórców: zostawia nas z zagadką. Z niedopowiedzeniem. Z wątpliwościami.
Ponieważ owych zagadek nigdy chyba nie będę miała dosyć, a w dodatku atmosfera książek Urbanka urzeka mnie tak, że zapominam o całym świecie - sięgam po kolejny tekst: o Brzechwie.

0 komentarze :

Prześlij komentarz