niedziela, 6 marca 2016

"Ścieżki północy" - bo "sprawiedliwość to pamięć"

Nie wiem, co napisać o tej powieści. Po prostu nie wiem. Pozostawia ona po sobie tyle wrażeń i jest tak wstrząsająca, że wybór kwestii najważniejszych okazuje się być niezmiernie trudny.
O japońskich obozach pracy czytałam wielokrotnie, ale nigdy dotąd nie była to relacja tak porażająca. Relacja, która pozwala sądzić, że o ile niemieckie obozy koncentracyjne i rosyjskie łagry były kręgami piekła, o tyle obozy stworzone przez Japończyków były jego jądrem.

Ścieżki północy” opowiadają o budowie Kolei Śmierci, biegnącej z Tajlandii do Birmy. Trasa długości ponad 400 km powstała w zaledwie 5 miesięcy, choć zachodni świat wykluczał jej wzniesienie nawet w czasie pięciokrotnie dłuższym. Została zbudowana na przełomie lat 1942/43 rękami jeńców wojennych. 
Pustymi rękami.

Przy pomocy sznurów, bez maszyn, bez jakichkolwiek ostrych narzędzi, jeńcy karczowali olbrzymie połacie lasu tekowego; gołymi rękami fragment po fragmencie wyrywali drzewa i rozsadzali skały. W ciągu tych pięciu miesięcy z głodu, nieopisanego brudu i w wyniku tortur poniosło śmierć wiele tysięcy żołnierzy. Badania nie wykluczają, iż mogło być ich nawet 100 000.
Opisy pracy jeńców i ich życia w makabrycznej, tajskiej dżungli będą czymś, czego nie wyrzucicie z pamięci. Natomiast, gdy poczytacie o mentalności i motywach dowódców japońskich, koszmar wojny i obozów istniejących na terenach europejskich wyda Wam się być może... mniejszym złem.
Powieść rozgrywa się na trzech płaszczyznach, które łączy jeden, główny bohater: lekarz wojenny, Dorrigo Evans. Śledzimy jego losy jako podziwianego i szanowanego, wiekowego już lekarza, który pisze przedmowę do albumu z rysunkami swego wojennego towarzysza; obserwujemy poczynania Dorriga w japońskim obozie, wreszcie – widzimy zakochanego żołnierza, uwikłanego w związek bez przyszłości, rozmijającego się z miłością swego życia na skutek czyjegoś kłamstwa, pomyłki i braku szczerej rozmowy.
Tak naprawdę jednak, to co najprawdziwsze w osobowości Evansa dochodzi do głosu właśnie w tajskiej dżungli. To tam Dorrigo żyje i umiera, a właściwie – zasypia, by nigdy na dobre nie powrócić do świata.

Niemiernie cenię sobie książki nagrodzone Bookerem, bo mam wrażenie, że kapituła konkursowa zwykle nagradza powieści, mówiące o wartościach pierwotnych, ponadczasowych, uniwersalnych. Jeśli coś te powieści piętnują – to bez sentymentów i zbędnej poprawności. Dają do myślenia, wstrząsają światopoglądem, każą coś w sobie zmieniać.
Dorrigo Evans mówi:



i ja mam wrażenie, że wiele książek nagrodzonych tą właśnie nagrodą każe czytelnikowi zajrzeć do swojej duszy i podążyć zupełnie nieznanymi ścieżkami.
Tym razem niech będą to - spływające krwią, ale przedziwnie piękne - Ścieżki Północy.

Moja ocena: 6/6

2 komentarze :

  1. Ale czy opowieść o tak strasznych obozach pracy ma coś wspólnego z tym co napisano na książce : "Zniewalająco piękna opowieść"?

    OdpowiedzUsuń
  2. W pewnym sensie.
    Flanagan przepięknie opisuje dwie rzeczy: miłość i książki.
    Kwestia japońskich obozów to kwestia kluczowa: to w obozie zbiegają się wszystkie wątki. Niemniej jednak, temat ten stanowi zaledwie część powieściowych płaszczyzn.

    OdpowiedzUsuń