środa, 10 sierpnia 2016

Wędrówki po Stambule, cz. II - "Czarna księga"

Duszny, irytujący, niezrozumiały.
Kołyszący, krzepiący, zamykający czytelnika jak w kokonie.
*
Doprowadzający do furii rozmaitymi dywagacjami.
Wyczekiwany, powodujący tęsknotę za wykreowanym przez niego światem.
*
Oniryczny, fantasmagoryczny, drażniący do bólu i szalenie skomplikowany.
Podający czytelnikowi znakomite definicje, nieoczekiwanie trafne sugestie, zaskakujące przemyślenia.

Taki jest Orhan Pamuk, takie było moje pierwsze z nim spotkanie. "Czarna księga" doprowadzała mnie do furii i kusiła jednocześnie. Z jednej strony miałam jej serdecznie dosyć, z drugiej - nie mogłam się oderwać. W chwilach zdenerwowania myślałam o tym, że przecież wieczorem znów sięgnę po Pamuka, a mając czytnik wypchany po brzegi ciekawymi nowościami - do Pamuka chciałam wracać.
Bo to szaleniec i geniusz. A przynajmniej tak jawi się w "Czarnej księdze".
Najdziwniejsze jest to, że nie jestem tak do końca pewna, o czym jest książka, która tak mnie pochłonęła. Może to właśnie było zamiarem pisarza? Pokazać nam, że to on steruje czytelnikiem?
Taka jest bowiem główna myśl "Czarnej księgi": nigdy, ani przez chwilę nie jesteśmy sobą i nigdy nie spełniamy pragnień, które byłyby tak naprawdę nasze. Zawsze chcemy kogoś udawać, komuś się przypodobać, kogoś zadowolić. Wyobrażamy sobie siebie jako kogoś zupełnie innego. Wcielamy się w rozmaite role. Żyjemy tak, jak według naszych wyobrażeń, oczekują tego inni. Ani sekundy życia nie przeżywamy jako prawdziwi my.
Taka refleksja zatacza szerszy krąg: Wschód tak bardzo chce się upodobnić do Zachodu, że traci swoją tożsamość. To z kolei rodzi nieprawdziwe "spiskowe teorie dziejów". Zarówno Wschód jak i Zachód naprzemiennie lekceważą swoje największe świętości, co z kolei prowadzi do nieuchronnej klęski w danym momencie dziejowym. Odejście od własnych korzeni, wykpiwanie tradycji (np. rodzinnych), obyczajowości, lekceważenie dnia codziennego i upodabnianie się za wszelką cenę do innych - prowadzi do tragedii, do tożsamościowego "rozmycia", podążania ślepo za tłumem, bycia samotnym wśród najbliższych, ślepym, bezradnym.
Do takich wniosków stopniowo dochodzi Galip, adwokat, którego niespodziewanie opuściła żona. Razem z żoną znika także jej przyrodni brat, znany felietonista i wielki erudyta - Celal. Galip, o wiele lat młodszy od Celala, całe życie niezmiernie go podziwia i bardzo chce się do niego upodobnić. Gdy kuzyn znika, Galip stopniowo wchodzi w jego tożsamość, przeprowadza się do jego mieszkania i - pod pretekstem poszukiwania obydwojga zaginionych - krok po kroku staje się Celalem. Czyta wszystkie jego, gromadzone przez wiele lat felietony i artykuły. Pisze za niego. Ogląda olbrzymie archiwum, na które składają się tysiące książek, zdjęć, pism dotyczących historii Stambułu, jego kultury, sztuki, literatury, spisków politycznych, planowanych puczów, czy wreszcie mnóstwo fotografii i artykułów związanych z popkulturą zachodnią.
W I-szej Księdze Galip, szukając żony, przemierza ulice Stambułu, przesiaduje w kawiarniach, pociągach i co krok napotyka ludzi, którzy opowiadają mu rozmaite historie, związane z kryzysem tożsamości: osobistej lub kulturowej i cywilizacyjnej. Mówią o nieodpartej potrzebie naśladownictwa.
II Księga jest trudniejsza. Galip trafia w archiwum Celala na historię bractwa, które głosi, iż na twarzy każdego człowieka widoczne są... litery. Jeśli odczytamy je w odpowiedni sposób, według określonych zasad, odkryjemy największe tajemnice danej osoby... Galip, który stara się wcielić bez reszty w postać swego kuzyna, znów przemierza Stambuł, usiłując odnaleźć ukryte w mieście wskazówki, symbole, sekrety i - nade wszystko - litery...
  Niecodzienne, prawda? Dużo wysiłku kosztowało mnie "ogarnięcie" całości. Nie pamiętam już poszczególnych zdarzeń, dialogów, tego kto i jaką historię opowiedział, ale pozostanie we mnie wspomnienie literatury najwyższych lotów i wrażenie, że bardzo wiele się nauczyłam: o ludzkiej kondycji, pragnieniach, różnicach kulturowych, które - co ciekawe - według tej powieści są nie do przeskoczenia. Noblista zdaje się mówić, że mieszanie kultur w jednym tyglu nie jest dobre i na dłuższą metę nie ma żadnej wartości. Osłabia, zamiast nieść cokolwiek pozytywnego. Prawdziwie wartościowe jest szanowanie własnych tajemnic, zwyczajów i świętości. To one sprawiają, że naród jest silny i interesujący. Nasze życie, kultura, sztuka opierają się na naśladownictwie i jest to nie do uniknięcia. Dlatego naśladując celowo i z rozmysłem, częściej niż wypływa to z naturalnej kolei rzeczy - gubimy się, ujednolicamy i... osłabiamy. Poznawajmy inne kultury, ale nie starajmy się upodobnić do ludzi, którzy w nich żyją. Bądźmy erudytami, ale nie piewcami i pochlebcami. To nasze tajemnice i nasze świętości czynią nas wyjątkowymi.
Nie napiszę, że polecam Wam "Czarną księgę". O wiele więcej dobrych recenzji zebrała "Dziwna myśl w mej głowie". "Czarna księga" jest szalenie trudna, wymagająca potężnych nakładów czytelniczej cierpliwości. "Dziwna myśl..." jawi się raczej jako wciągająca opowieść, saga rodzinna z humorystycznymi momentami.
Cóż - ta lektura jeszcze przede mną. Zdam Wam relację z kolejnych wrażeń.

0 komentarze :

Prześlij komentarz