poniedziałek, 5 grudnia 2016

"Czasy secondhand"

Nie potrafię wypowiedzieć się na temat tego reportażu. Targa mną mnóstwo sprzecznych emocji i sama ze sobą nie mogę dojść do porozumienia w kwestii podstawowej: czy ja jestem w stanie współczuć bohaterom? Czy istnieje szansa, że pojmę ich tok myślenia? Czy ciężkie od irytacji chwile, które poświęciłam temu tekstowi choć przez moment uczynią mnie lepszym człowiekiem? Nie wiem. To pierwszy reportaż, który budzi we mnie na przemian litość i przerażenie, wściekłość i przygnębienie, ale - nie zostaje mi przy tym dana umiejętność (czy może nawet łaska) z.r.o.z.u.m.i.e.n.i.a. Nie potrafię aż tak się otworzyć...
"Czasy secondhand" to tekst opowiadający o życiu mitem. Mitem, który pochłonął miliony ludzkich istnień, wtrącił je do obozów, sponiewierał w torturach, wykąpał we krwi i fekaliach, mordował, niewolił i sprawił, że człowiek dotknął dna upokorzenia w najgłębszym z piekielnych kręgów. Wydawać by się mogło, że ów mit musi runąć, a tymczasem - nie. On pozostaje wciąż ukochany i wytęskniony.
I właśnie na tej tęsknocie i tym ukochaniu skupia się Noblistka, przedstawiając światopogląd tak - w moim mniemaniu - nieprawdopodobny, że uznać go można za efekt największej komunistycznej zbrodni: zbrodni dokonanej na ludzkich duszach. Bo skoro masakrowano ciała, a dusza wciąż tęskni do sadystów, to jak to inaczej określić?
Mamy tu do czynienia z historiami, które chwytają za serce i paraliżują makabrą. Jednak całość... Cóż, "człowiek czerwony" nie jako jednostka, ale jako przedstawiciel większej społeczności pozostaje dla mnie nie do odgadnięcia, nie do pojęcia. Nigdy go nie zrozumiem, choć Swietłana Aleksijewicz czyni wszystko, co w jej mocy, by mi to umożliwić. Daje odpowiedź na pytania, jakich zawsze szukałam w literaturze, opowiadającej o czasach stalinowskiej Rosji. I nie odnosi pełnego sukcesu, choć reporaż - jak zawsze - jest bezdyskusyjnie znakomity.
Może komuś z Was owo zrozumienie się powiedzie...

0 komentarze :

Prześlij komentarz