poniedziałek, 5 grudnia 2016

"Królowa" :) Na nią czekałam...


Ilekroć widzę na nazwisko Elżbieta Cherezińska – jestem wdzięczna. Nie tylko za emocje czy bogactwo świata przedstawionego, które autorka ta przede mną roztacza, ale też za uczucie wielkiej dumy. Dumy z tego, że urodziłam się w kraju Mieszka, Łokietka, Chrobrego, Rufina Piotrowskiego, Brygady Świętokrzyskiej, czy wreszcie - Świętosławy.
I znów dziękuję: za opisy zorzy, za nierozstrzygalne dylematy (czy zorza to Bóg w naturze, czy może natura Boga?), za przepiękny język, elegancję, finezję, kunszt, niosący spokój, wyciszenie i radość.
Co tu dużo mówić: “Królowa” to wspaniała powieść. O miłości, niezłomnej woli, błądzeniu i gniewie. Z racji tego, że znamy już bohaterów – tych wszystkich niezliczonych Erików, Haraldów czy Svenów – czyta się ją płynniej niż “Hardą” i z jeszcze większym zaangażowaniem.
Jej ostatnie karty, ostatnie rozdziały, zostawiłam sobie na jakiś prawdziwie spokojny weekend. Taki bez remontów, bez wyjazdów. Musiałam przecież mieć całkowity spokój w chwili, gdy będę czekać na spotkanie Świętosławy z Olavem, bo nigdy nie przestałam wierzyć, że będą razem...
Zaglądałam do "Hardej" i "Królowej" na zmianę, gdy potrzebowałam wyciszenia. Kartowałam sobie, wyszukiwałam fragmenty. "Nawę królów" - ze ściśniętym gardłem - skończyłam przed chwilą.
I cóż?
I powaliła mnie ta powieść swoim pięknem.
I znów żaden autor nie był w stanie pobić tego wzruszenia.
I tej dumy z tego, że jestem, kim jestem.

1 komentarz :

  1. Pięknie opisujesz wrażenia z lektury! Zapraszam do mnie:
    http://www.magdallenamagazine.pl/2016/06/harda-nieznana-krolowa.html

    OdpowiedzUsuń