poniedziałek, 5 grudnia 2016

"Królowa Saby" - bo literatura może być po prostu piękna...

On spragniony jest szczerej przyjaźni, bezinteresowności i naturalności. Ona - próbuje odgadnąć sposób, w jaki może zyskać jego przychylność w kwestii szlaków handlowych. On samotny, śmiertelnie zmęczony pertraktacjami, umowami i darami chce bezpretensjonalnego zrozumienia. Ona - walczy o flotę dla swej ojczyzny. Salomon i królowa Saby nie mają zbieżnych oczekiwań, ale łączy ich wielka, wzajemna fascynacja. Obydwoje wybijają się ponad poziomy, a ich lapidarna, kilkuletnia korespondencja przeradza się w długie, pełne wzajemnego zrozumienia rozmowy, gdy dane im jest nareszcie się spotkać.
Bilkis, nazwana przez króla Szebą, nie wie, jak z nim postępować i nie ma pojęcia, co jest ważniejsze dla niej i królestwa: głęboka i szczera przyjaźń tego mądrego, a samotnego człowieka, czy interesy. Jednego z drugim pogodzić się nie da, Salomon bowiem uwielbia piękną władczynię, ale nie zamierza wchodzić w kolejne sojusze. Pragnie jedynego w swym rodzaju zrozumienia, a nie przedmiotowego traktowania. Chce być przyjacielem, a nie dostawcą statków i budowniczym floty; chce czerpać radość z osobowości królowej, a nie zadowalać się jej złotem.
Izrael nie potrzebuje Saby, ale Salomon potrzebuje Szeby. Ta natomiast jest coraz bardziej zdesperowana i załamana. Jeśli nie przywiezie obiecanych umów z Salomonem - rada możnych wytoczy Izraelowi wojnę, która wykrwawi Sabę. A jeśli nawet Salomon z przyjaciela stanie się partnerem w interesach - królowa i tak nigdy go już nie zobaczy i nie odbuduje wzajemnej bliskości. Tymczasem nieubłagalnie zbliża się koniec jej pobytu w Jerozolimie i konieczność powrotu z podróży, której nie podejmie już nigdy więcej...
Moja ocena: 5,5/6

0 komentarze :

Prześlij komentarz