poniedziałek, 5 grudnia 2016

O Korei raz jeszcze - "Pod jednym niebem"

Tym razem koreański reżim oglądany jest oczyma dziecka: kolejne fale Wielkiego Głodu, śmierć ojca, aresztowania matki, sprzedaż ukochanej siostry... Potem makabryczne próby przetrwania, kształcenie się w złodziejskim fachu, życie w rynsztoku, skandaliczne warunki poprawczaków, stykanie się z kanibalizmem.
Mój mąż zapytał, co takiego jest w reżimie koreańskim, że tak bardzo mnie porusza? Przecież stalinizm fundował dokładnie to samo. Także naszemu krajowi.
Nie wiem. Prawdopodobnie chodzi o to, że reżim koreański wciąż trwa i to w tym najmroczniejszym wymiarze. Beznadziejnie trwa. I to mnie przeraża. Gdy jako studentka nie mogłam udźwignąć plecaka wypchanego potrawami mamy, inna matka, w innej części świata zjadała swoje niemowlę lub sprzedawała córkę. Gdy świat zastanawia się, czy marchew jest owocem czy może warzywem, gdy restauratorzy wyrzucają tony żywności, bo akurat organizują kuchenne rewolucje, a hipsterzy rozpaczliwie poszukują bezglutenowych pierożków - gdzieś w świecie publicznie rozstrzeliwuje się dziecko, bo ukradło kawałek metalu, państwową własność, za którą mogło kupić garść makaronu.
Po lekturze takich książek doceniam życie. W każdym jego aspekcie. Doceniam pracę, dom, bezpieczeństwo, jedzenie, możliwość spełniania zachcianek i snucia marzeń.
Literatura nie musi być piękna, by uczyć jak docenić własny byt. Jak się nim bezgranicznie cieszyć. I dlatego zachęcam Was do takich oto trudnych literackich podróży:

0 komentarze :

Prześlij komentarz