poniedziałek, 5 grudnia 2016

Tetralogia Eleny Ferrante, cz. I

Gdy Elena, starsza pani, otrzymuje pewnego dnia telefon o zaginięciu swej przyjaciółki, przeczuwa, że Lila nie zostanie odnaleziona i że z poszukiwaniem jej będzie niebywały problem. Już wkrótce okazuje się, że miała rację. Lila ginie w przedziwny sposób, nie pozostawiając po sobie ani jednego przedmiotu, pamiątki, zdjęcia, ani jednej sztuki odzieży. Ginie nie tylko Lila, ale też wszelkie elementy jej otoczenia. Jakby nigdy nie istniała.
Chcąc to wyjaśnić, Elena cofa się we wspomnieniach do najbiedniejszej dzielnicy Neapolu czasów powojennych. Tu w każdej rodzinie panowały niepodzielnie dwie sprawy: bieda i przemoc. Tu również nawiązała się niezmiernie trudna przyjaźń między dwiema dziewczynkami. Przyjaźń, która obfitowała w przeróżne momenty, a jednak przetrwała lata.
Elena i Lila wywodzą się z rodzin o niemal identycznym statusie społecznym, a całe ich dzieciństwo opiera się na rywalizacji o drobiazgi. W którymś momencie jednak psychologiczna bitwa zaczyna ocierać się o coś więcej: Lila ma genialny umysł, ale to Elena może się uczyć. Gdy pierwsza z dziewczynek usiłuje namówić swych rodziców do tego, by pozwolili jej pójść do gimnazjum - ojciec wyrzuca dziecko przez okno. Od tamtej pory, na skutek upadku, życiu Lili towarzyszyć będzie pewna fobia, która być może przyczyni się do jej zniknięcia...
Broniłam się przed Eleną Ferrante sądząc, że powieść będzie zbyt prosta, naiwna, z gatunku tych typowo "kobiecych" - wiecie: o cukierniach nad bagienkiem i stodółkach w Prowansji. Tymczasem nic bardziej mylnego. Tom pierwszy przeczytałam bez tchu, choć niewiele się w nim dzieje. Atmosferą przypomina nieco książki mojej młodości - "Chłopców z Placu Broni", "Weisera Dawidka"... Jest dzieciństwo i tajemnica, a wszystkie wydarzenia - opowiedziane prosto, oszczędnie - zdają się ukrywać jakieś drugie dno i prowadzić nas ku rozwiązaniu jakiejś mglistej zagadki. Po pierwszym tomie, zakupionym tylko dzięki promocji, na Targach - poleciałam po kolejne dwa, mylnie sądząc, że mam do czynienia z trylogią. Jednak miłe panie z wydawnictwa pouczyły mnie, że to tetralogia i że one mają ją na własnych półkach nawet w dwóch wydaniach: elektronicznym i papierowym, nie wspominając o tym, że obdarowały Eleną Ferrante również matki, babcie i przyjaciółki.
I uwierzyłam w to, bo już po pierwszym tomie widzę, że w postaciach Lili i Eleny, ich niepokojach, decyzjach, pragnieniach chyba każda z nas odnajdzie cząstkę siebie i będzie wypatrywała dalszego ciągu: przekształcenia się dziewcząt w kobiety.
Przede mną jeszcze trzy długie tomiszcza owego cyklu, na punkcie którego z lekka oszalał świat i to nie tylko w swej kobiecej części.
Będę pisać, jak się dalej rzecz cała przedstawia...

0 komentarze :

Prześlij komentarz