Nieplanowane, czyli spójrz za siebie...

sobota, 2 listopada 2019

Miałam nie czytać tej książki i nie oglądać filmu. Przecież zdanie na temat aborcji mam wyrobione od wielu lat i nic nie jest w stanie go zmienić, a czytanie o mordowaniu dzieci z różnych względów nie jest w mojej sytuacji wskazane. Doszłam jednak do wniosku, że powinnam zapoznać się z tym tekstem przede wszystkim jako kobieta, nigdy bowiem nie wiadomo, w jakim momencie pamięć przywoła przedstawione tu argumenty. Poza tym, zamykanie oczu na zło nie sprawi, że ono zniknie.

I przeczytałam. Przeczytałam i jestem wstrząśnięta. Nie, nie tym, ile zgód na aborcję podpisała Abby Johnson (ponad 20 000) i jak bardzo praca w klinice rozminęła się z jej ideałami. Nie poruszyło mnie to, że szła do kliniki pełna wiary w rzekomą pomoc niesioną kobietom i nie zelektryzowało, że ta wiara powodowała wszystkimi jej działaniami przez osiem długich lat. Nie wstrząsnęły mną nawet opisy zabiegów...

Sparaliżowała mnie jednak świadomość tego, jak zmieniło się życie Abby i w jak misternym Boskim planie brała ona udział. Jak mocno trzymał ją Pan Bóg i jak szalenie o nią walczył, nie pozwalając się stoczyć. Ile sygnałów, znaków otrzymała... Ile razy była wyciągana z bagna i ponownie w nie wpadała.

"Nieplanowane" doskonale obrazują walkę Boga o duszę człowieka, a h
istoria Abby Johnson mnie osobiście utwierdziła w przekonaniu, że warto jak najczęściej, wbrew panującym poglądom... patrzeć za siebie. Spoglądać w przeszłość i wnikliwie ją analizować. Zewsząd słychać nawoływania do czegoś dokładnie przeciwnego: nie spoglądaj za siebie, idź do przodu, martw się tylko o to, co przed tobą! A ja sądzę inaczej: tylko dokładne badanie naszej przeszłości pozwala nam bowiem stwierdzić, jak bardzo, jak oszałamiająco często Pan Bóg ratował nas z przeróżnych opresji. Jak wyciągał z błędów, jak się nami opiekował, i wreszcie - jak niewyobrażalnie nas kocha. Spoglądanie za siebie - trzeźwe, bez rozpaczy i obwiniania - jak nic innego pozwala nam dostrzec ogrom Bożej opieki. Ale musi to być spojrzenie twarde i obiektywne, bez darcia szat, ale też bez usprawiedliwień. Jaką ścieżką szłam? Ilu ludzi na niej spotkałam i co do mnie mówili? Dlaczego nastąpiło jakieś bolesne wydarzenie? Co by było, gdyby nie ono? Gdzie doszlibyśmy, gdyby Bóg nie trzymał nas tak mocno? Gdyby Mu na nas tak bardzo nie zależało??



Spróbujmy spojrzeć na najboleśniejsze zdarzenia z przeszłości i na nasze największe błędy bez jęku "ach, co ja wówczas przeżyłam", ale z dystansem. Dokąd zmierzałam? Gdzie byłabym dziś? I miejmy świadomość, że bez Boga tak naprawdę nie osiągniemy absolutnie niczego, choć na pozór świat będziemy mieli u stóp.

2 komentarze:

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia